Naprawa głowicy w Marianie

Od pewnego czasu obserwowałem ubytek płynu chłodniczego. Marian ciągle zostawiał kałużę płynu po jeździe.
Bezskutecznie szukałem przyczyny sprawdzając wszystkie węże, opaski, połączenia itp. Aż w pewnym momencie natknąłem się na zaślepkę w głowicy, która była zaklejona czymś przypominającym poxilinę. Ruszyłem to delikatnie wkrętakiem i moim oczom ukazał się istny wodospad płynu chłodzącego.
Pomyślałem sobie, ktoś zapewne użył poxiliny bo nie miał nowego korka który mógłby wkręcić w głowicę - nic prostszego - kupię nowy korek, wykręcę stary, wkręcę nowy i po problemie - prosta robota.
Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że ściana grodziowa skutecznie ogranicza mi dostęp celem wydłubania resztek kleju. Po kilku kolejnych próbach grzania opalarką, dłubania wkrętakiem stwierdziłem, że nie ma sensu się dalej męczyć, muszę zdjąć głowicę na stół.






Kiedy już udalo mi się wydłubać resztę kleju, okazało się, że miejsce na klucz imbusowy jest tak wyrobione, że nie ma szans aby to odkręcić. Stwierdziłem, że skoro i tak wypadałoby splanować głowicę, to zawiozę całość do warsztatu i powinni sobie z tym poradzić.



Następnego dnia rano dostałem telefon, że przed planowaniem głowicy trzeba było rozpiąć zawory i niestety 80% sprężyn jest połamanych, a w z prowadnic zaworowych została sieczka.
Szukając części do głowicy stwierdziłem, że lepiej będzie kupić drugą, którą niezwłocznie zawiozłem do warsztatu.
Po kilku kolejnych dniach odebrałem gotową głowicę:



W między czasie wyczyściłem kolektory, obudowę termostatu i inne rzeczy, tak aby to miało ręce i nogi. Odświeżyłem także obudowę akumulatora.













Zabrałem się dalej za składanie wszystkiego do kupy na nowych wszystkich uszczelkach. Dość długo czekałem na podkładki które stosuje się pod nakrętki mocujące klawiaturę do głowicy. Moje były mocno sfatygowane i obawiałem się odłamków które mogą wpaść do komory spalania.





Auto obecnie żyje i ma się dobrze! Jeździ! :)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza