Bravo dla właściciela!

Hej. Jak już zapewne wiecie (bądź nie), po sprzedaży Fiata Punto przyszła pora na inny dupowóz.
Stałem się posiadaczem Fiata Bravo, z mocnym silnikiem.
Wybór nieprzypadkowy, gdyż jestem fanem włoskiej motoryzacji. Miałem w zasadzie jeszcze inne dwa modele wzięte pod uwagę ale trafił się fajny egzemplarz po kilku miesiącach poszukiwań, wertowania ogłoszeń, oglądania wielu trupów i wykonywaniu masy telefonów. Aż wreszcie trafił się mój szarak.
O szczegółach nie będę pisał, ale samochód jest bardzo dobrze wyposażony, dobrze przyspiesza, fajnie wygląda i łoji dupska dzieciakom na mieście w E46 czy Passerati.

W planie mam kilka drobnych zmian wizualno kosmetycznych i być może będę myślał o zwiększeniu mocy i momentu obrotowego. Ale to nie na tą chwilę.

Auto na pierwszy ogień dostało komplet nowych letnich Dunlopów BlueResponse.
Następnie padło na wymianę filtrów i wycieraczek.



Wakacje objechaliśmy bez najmniejszego problemu, ale żeby móc to uczynić musiałem zainwestować w hak holowniczy.
Padło na półautomatyczną Westfalię. Sama kula wyciągana jest w prosty sposób, po przekręceniu korby blokowanej kluczykiem. Musiałem niestety sporo się natrudzić żeby zamontować ten hak.
Nie obyło się bez rozbierania połowy tyłu...



Większym problemem okazał się montaż wiązki elektrycznej.
Postawiłem na dedykowaną wiązkę do Fiata  Bravo wykonaną również przez Westfalię. Plus tego rozwiązania jest taki, że długości przewodów dobrane są konkretnie do Bravo. 
Dodatkowym plusem jest fakt,że nie musimy ciąć oryginalnej wiązki w samochodzie, gdyż ta posiada odpowiednie gniazda i przelotki tak, aby odpiąć wtyk z wiązki samochodu i wpiąć się w to samo miejsce wtyczką wiązki haka. Dzięki temu poradziłem sobie z tym bez większego kłopotu a sam komputer nie wywala błędów w postaci np. przepalonych żarówek.
Niemniej jednak musiałem rozebrać wszystkie tapicerki i osłony od słupka C, idąc progiem aż do skrzynki bezpieczników znajdującej się pod kierownicą.






Jako że samochód opuścił fabrykę z systemem Fix'n'Go (kompresor z żelem zamiast koła zapasowego), wyrzuciłem całą tą paletkę styropianową i kupiłem dojazdowe koło w komplecie z lewarkiem, kluczem i plastikową wkładką.



Samochód pokonał 2700km z przyczepą kempingową zadowalając się zaledwie 8 litrami paliwa na 100km. Wynik niezły.
Zdjęcie z Linz (A) - połowy trasy do miejsca docelowego:



Po urlopie, samochód zasłużył na konkretne mycie i woskowanie. Felgi aż wręcz błagały aby je umyć, a nadwozie zostało zabezpieczone woskiem.






Wczoraj natomiast wymieniłem obydwa łączniki stabilizatorów. Jeden zaczął dawać o sobie znać, więc profilaktycznie wymieniłem oba na nowe (Febi).
Zabieg prosty, przyjemny i dość szybki w wykonaniu. Jest cisza :)









Tyle na dzisiaj. zabieram się spowrotem za tematy ulubione czyli FSM.
Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz